Dzisiaj SPECJALNY wpis, który ma na celu zwrócenie uwagi i uwrażliwienie Państwa na pewne bardzo ważne i zarazem niepokojące zjawisko – a mianowicie przyjrzymy się jak wygląda współczesny ROZWÓJ i PRZYGOTOWANIE dzisiejszych dzieci i młodzieży do sportu ale też do ich dalszego „zwykłego” dorosłego życia.

Naszym zdaniem sport, a w szczególności nam bliski trening piłkarski spełnia nie tylko czysto sportowe, dotyczące rozwoju fizycznego, funkcje ale przede

Przyjrzyjmy się zatem jak „dzisiejsze dzieci i młodzież” reagują na tego typu wymogi… oraz jaki wpływ na ich postawy i zachowania oraz podejście do „wysiłku” mają ich rodzice.

Na początek kilka przykładów:
„Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?” – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a Ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.

i kolejny:
„Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nie harcersko ale na letnich obozach dla młodzieży.
Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a Ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.”

wreszcie ostatni:
„Gdy ktoś kiedyś jeszcze w latach 80-tych, 90-tych rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

– Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi czasem stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks – opowiada Rafał Drzewiecki autor przemyśleń na temat wychowywania dzisiejszych pokoleń.

Kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu” – takie wspomnienia w Internecie dzisiejsi młodzi ludzie czytają tylko jako bajkę o żelaznym wilku.”

Nie jest to pusta konstatacja w myśl przekonania każdego starszego dorosłego człowieka, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wynik naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było, niestety.

„Odnieśmy to wszystko bardziej do treningu sportowego. Naukowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie od wielu lat badają kondycję fizyczną polskiej młodzieży. Ich wnioski są zatrważające: 30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie. Uczniowie szkół podstawowych z miejsca skakali w dal średnio 129 cm, dzisiaj skoczą co najwyżej 1 metr. Dystans 600 m przebiegali dawniej średnio w 3 minuty i 5 sekund, teraz „wloką się” 40 sekund wolniej. Ale prawdziwy dramat widać w sile mięśni – kiedy nie było jeszcze Internetu i tak rozpowszechnionej technologii używanej zazwyczaj w nieodpowiedni sposób, uczeń potrafił w zwisie wytrzymać 17 sekund, teraz zaledwie 7sekund. O załamaniu sportowych wyników mówią też trenerzy z czym w pełni się zgadzamy – mimo specjalistycznych planów wysiłkowych i treningowych, nowoczesnego sprzętu treningowego i odzieży sportowej, ogólnodostępnych siłowni czy placów do ćwiczeń osiągnięcia sportowe są – delikatnie mówiąc – mizerne. I to mimo że sport uprawia dziś dzięki powszechnej dostępności dwa razy więcej osób niż 20–30 lat temu. Tyle że to ćwiczenie tylko do tzw. pierwszego potu. Psycholodzy mówią o syndromie nadmiaru możliwości i wynikającego z tego braku wytrwałości i konsekwencji w dążeniu do celu. Młodzi rezygnują z doskonalenia się w danej dziedzinie, jeśli tylko napotykają pierwszą trudność, przeszkodę która wymaga pokonania. Od razu porzucają zajęcie i próbują nowych rzeczy. W konsekwencji mamy mnóstwo nowych dyscyplin, czy hobby i możliwości spędzania wolnego czasu. Wszystko to jednak robią „po łebkach” czyli, żeby tylko zaliczyć, żeby tylko się pokazać np. na „sweet photo” w portalu społecznościowym. To powierzchowne traktowanie sportu i próbowanie wszystkiego oznacza, że tak naprawdę nie potrafią konsekwentnie zrealizować niczego.”

rozwój sportowy piłkarza

Z czego to wynika:
„Dziś żyjemy w świecie panoptykonu, o którym mówił Michel Foucault, więzienia, w którym wszyscy wszystkich obserwują. Dążymy więc do tego, by się pokazać z jak najlepszej strony. Cokolwiek zaczynamy robić, robimy już nie tyle dla siebie, co dla samego poklasku, dla pokazania innym. Nie biegamy już dla zdrowia, dla kondycji, tylko żeby pokonywać kolejne dystanse, bić kolejne własne wątpliwe rekordy, które od razu wrzucamy do internetu. Podobnie jak jazda na rowerze czy ćwiczenia w siłowni. Jednak ten imperatyw ciągłego zdobywania sukcesu powoduje, że zawsze jesteśmy przegrani. Bo jeśli tylko na tym budujemy system własnej wartości, wystarczy drobne potknięcie, żeby ta cała psychologiczna konstrukcja się zawaliła. I wtedy stajemy się bezradni – tłumaczy psycholog Małgorzata Osowiecka z SWPS Uniwersytetu Humanistyczno-społecznego w Sopocie.

Już ponad 10 lat temu historyk literatury, eseista, profesor Uniwersytetu Gdańskiego Stefan Chwin alarmował, że błędem współczesnego modelu wychowawczego jest tyrania optymizmu, tyrania udawania, że wszystko będzie OK – tylko się starajcie i uczcie pilnie. Że wystarczy wiara, iż wszyscy mogą wszystko, że wystarczy chcieć, by móc. Jednak takie głosy rozsądku przegrały z przekonaniem, iż wszyscy są równi i mają takie same szanse, a szczęśliwy człowiek to człowiek sukcesu.

– Zastąpiliśmy zasady i wartości hiperliberalizmem, który zaprowadził nas na manowce – wskazuje prof. Joanna Moczydłowska z Politechniki Białostockiej.

Przede wszystkim równość to fikcja. Są ludzie bardziej i mniej zdolni, inteligentni i mniej inteligentni.

– Ludzie są po prostu różni. Jedni mają temperament flegmatyczny, inni choleryczny. To są cechy wrodzone, niezależne od oddziaływania rodziny, szkoły czy pracodawcy. To właśnie geny decydują, dlaczego tak rozbieżne potrafią być ścieżki kariery rodzeństwa, które wychowywane było w jednym domu, w tych samych warunkach, które miało taki sam start i potencjalne możliwości środowiskowe – tłumaczy prof. Moczydłowska.

Zdolnej, inteligentnej młodzieży nie przybędzie dlatego, że udało się wmówić młodym ludziom, że mogą sięgnąć po nieosiągalne, gdy tylko w to uwierzą. Kiedy 20 lat temu do szkół z maturą szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce wmówiono pozostałym, że wystarczy chcieć aby osiągnąć tzw. „sukces”. Dziś wskaźnik ten sięgnął prawie 90 proc. Na rynku pojawiła się więc armia z dyplomami, niestety zbyt często bez zdolności, umiejętności i jakiejkolwiek życiowej pasji.

– Wielu ludziom robimy tym krzywdę. Tej nadprodukcji magistrów rynek nie przyjmuje, rodzi się za to frustracja z niespełnienia oczekiwań, którymi ładuje się ich od najmłodszych lat. Jeśli tzw. „Kibol”, który się spełnia, ćwicząc z ciężarkami, pozostanie w dorosłym życiu na swoim poziomie i w swoim otoczeniu, będzie żył w zgodzie z samym sobą, to z punktu widzenia psychologii jest dla wszystkich korzystne. Jeśli ulegnie ułudzie i pójdzie na studia, którym intelektualnie nie jest w stanie sprostać, będzie to groźne dla jego psychiki i otoczenia, na którym może wyładować swoją późniejszą frustrację w przypadku niepowodzenia– zauważa ekspertka.

W dzisiejszym świecie jest tylko jeden cel: osiągnięcie sukcesu, ale nie ma porażki. Jest tylko pochwała, ale nie ma krytyki. Jest tylko rozwiązywanie problemów, ale nie ma prawdziwych problemów, przed którymi chroni się dzieci i młodzież za wszelką cenę albo je bagatelizuje. Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel. Ale nie zaboli w ogóle, bo są środki ochronne. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już dużo poważniejsze konsekwencje. Istnieje jeszcze jeden problem z tym związany:

– nieustająca nadopiekuńczość. Ostatnie badania wskazują, że już 43 proc. Młodych Polaków mieszka razem z rodzicami, a w wielu przypadkach powodem nie są wcale problemy finansowe. Tak czują się bezpieczniej, wolą pozostać pod rodzicielskim parasolem. Gdy byli mali, rodzice mówili: nie biegaj, bo się wywrócisz i stłuczesz kolano, do szkoły nosili za nich ciężkie tornistry, a teraz mówią: nie pracuj, masz jeszcze czas, my ci pomożemy. Takie ograniczanie samodzielności nawet u młodego człowieka to dramat, bo on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. Rezygnuje z podejmowania wyzwań w imię trwania w sferze komfortu – przestrzega prof. Joanna Moczydłowska.

Szklany klosz, pod którym chowamy nasze dzieci, nie wystawiając ich na trudy życia i ryzyko porażki, powoduje, że zatracają one umiejętności krytycznego postrzegania rzeczywistości. W USA według sondażu przeprowadzonego przez Columbia University aż 85 proc. rodziców wierzy, że trzeba wmawiać dzieciom, iż są inteligentne, i chwalić je na każdym kroku. Tymczasem – jak przekonuje pani psycholog Carol Dweck – to błąd wychowawczy. Przez 10 lat badała osiągnięcia uczniów kilkunastu szkół w Nowym Jorku. Z jej eksperymentów i analiz wynika, że dzieci, które po udanym rozwiązaniu testu były chwalone za mądrość i zdolności, szybciej osiadały na laurach i unikały kolejnych wyzwań, niż te, które doceniano ale za wysiłek i ciężką pracę w osiągnięciu sukcesu. Te „mądre z natury” bały się porażki przy trudniejszych zadaniach, bo podważałaby one ich wysoką samoocenę. Nie chciały się przekonać, że jednak nie są tak inteligentne, jak uważa otoczenie. A jak już podejmowały ryzyko i skończyło się to niepowodzeniem, rezygnowały z dalszych prób, by nie pogłębiać poczucia przegranej. Te zaś, których sukces był skomentowany jako efekt ciężkiej pracy, dużo chętniej sięgały po bardziej skomplikowane zadania, a niepowodzenie tylko motywowało je do dalszej pracy. To bezpośrednio odnosi się do treningu sportowego, gdyż tylko poprzez motywacje opartą na ciężkiej pracy można w sporcie osiągnąć prawdziwy sukces jakim jest niewątpliwie nieustanne doskonalenie samego siebie i pokonywanie barier.

Kryzys w realnej samoocenie oraz propagowaniu wartości prowadzących do rzeczywistego rozwoju zarówno w sporcie jak i życiu osobistym doprowadzić może do następującej sytuacji:

– gdy swoich studentów poprosiłam o podanie trzech cech, które są mocnymi i słabymi stronami ich osobowości, w większości nie potrafili tego zrobić. – A jak nie wiesz, dokąd idziesz, to nie wiesz, gdzie dojdziesz – konkluduje pani prof. Joanna Moczydłowska.”

Szanowni Państwo apelujemy zatem o rozsądek i odwagę w wychowywaniu młodego pokolenia. Uważamy, że sport, a w szczególności piłka nożna, jest dla współczesnego młodego człowiek bardzo dobrym sposobem na prawidłowy rozwój osobowości i wartości niezbędnych do życia dorosłego, nawet jeśli nie zostanie on „zawodowym mistrzem” w swojej dyscyplinie.

Tekst postu oparty na artykule Rafała Drzewieckiego – źródło:
http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/499608,dzieci-pierdoly-bledy-wychowawcze-ktore-popelniaja-wspolczesni-rodzice.html

 

Zostaw nam swój e-mail a powiadomimy Cię o nowych wpisach.